11.10.2009 -II Rajd Jesienny
   

FOTO: Zuzanna i Grzegorz Rybak

FOTO: Hubert Piątek i Anna Bartusiak

   

WYNIKI

II Rajd Jesienny

Dzień trochę chłodny, ale nastroje gorące, bo ma się odbyć druga edycja Rajdu Jesiennego. Odebraliśmy materiały od organizatora, jakieś ulotki, reklamy i czekamy aż wszystko się rozpocznie.

Komandor rajdu rozpoczyna odprawę. Krótko powiedział jakie są zasady. Opowiedział jak wygląda Pekap … ale nie pokazał, bo akurat egzemplarza niemiał przy sobie. Wybaczyliśmy mu jednak, bo jak się w nocy rozwiesza Pekapy to rano można być zmęczonym. Dowiedzieliśmy się, że trasa została wyznaczona z uwzględnieniem Maratonu Poznańskiego.

Wszyscy ustawiają się numerami startowymi do wyjazdu na trasę. My też spokojnie czekamy, ale ekipa 18 chyba nie mogła się doczekać prób sprawnościowych i już na parkingu rozpoczęła manewry. Długo to nie trwało. Pierwszy krawężnik i klops. Opona przebita, krótka nerwówka. Na szczęście w bagażniku znalazła się „dojazdówka” i po 10 minutach wspomniana 18 była już gotowa do drogi.

Dostaliśmy materiały rajdowe  i wielka radość. Są zdjęcia, a nawet choinka. Może chociaż raz przejedziemy choinkę poprawnie. Więc ruszyliśmy. Wszystko idzie jak po sznurku, nawet jedno zdjęcie na dachu Dworca Zachodniego zobaczyliśmy. Itinerer każe nam jechać na Most Dworcowy, a tu niespodzianka – znak drogi ślepej. Według constans nie powinniśmy tam wjechać. Okazuje się, że dowcipni organizatorzy maratonu ustawili ten znak. Pomysł z wieszanymi stempelkami był całkiem dobry. Tylko na przyszłość prośba do organizatorów o więcej stempelków przy jednym punkcie PKP!! Bo ekipy prawie wyrywały sobie stempelki z rąk. Końcówka etapu pierwszego wytrzęsła nas niemiłosiernie. „Leżący policjant” co 10 metrów. W konsekwencji twarze niektórych uczestników na mecie wskazywały, że odezwała się u nich dawno zapomniana choroba lokomocyjna. Jeszcze tylko próba rekreacyjna (nakrętki latały na wszystkie strony) i można szykować się do drugiego etapu.

Drugi etap prowadził przez Luboń, Gołuski, Palędzie, Więckowice, Batorowo. Ale od początku. W Luboniu co chwile mijaliśmy jakieś tory. Zawczasu sprawdziliśmy w itinererze, że na leży je liczyć. Przebiegły komandor umieścił tę informację na ostatniej stronie dokumentów rajdowych. Ujechaliśmy jeszcze trochę i oczom naszym ukazało się zdjęcie z materiałów rajdowych z koniem. Jednak coś jest nie tak. Ściana na zdjęciu jest niebieska, a w realu zielona. Spisywać…nie spisywać…spisujemy!! Kawałek dalej itinerer pyta nas o datę na krzyżu, potem ma być jakiś most. Nigdzie mostu nie widać. Niektórzy pytają lokalesów, czy taką konstrukcje widzieli w okolicy. Okazuje się, że most jest (wielce powiedziane, raczej mosteczek).

W połowie odcinka można chwile odsapnąć. Przemiły pan Kopras udostępnił swoją stację obsługi. Ciepła kawa, herbata, a nawet coś słodkiego. Pierwszy raz w życiu widziałem żeby Gaźnik jadł drożdżówke. Sprawa się trochę wyjaśni jeśli powiem, że Gaźnik to jamnik, ale widok io tak był dziwny. Trzeba się posilić, bo czeka nas tu próba rekreacyjna. Nie jest wielce skomplikowana, ale umiejętności grania w golfa są tu mile widziane. Koniec leniuchowania. Trzeba ruszać dalej. W Przeźmierowie robi się naprawdę ciekawie. Wszystko odbywa się na dosłowne kilku uliczkach. Co chwile skrzyżowanie i C23 albo H13 lub D270. Niby wszystko jasne, ale trzeba się nagłowić żeby nie zrobić błędu. Dojeżdżamy do ulicy Ogrodowej i ulga. Udało się przejechać te zawijasy i nawet dalsza droga się zgadza.

Dojeżdżamy na metę i okazuje się, że mamy jeszcze ponad pół godziny do regulaminowego czasu. Więc ze spokojem wypełniamy kartę przejazdu. Trzy razy sprawdzamy czy nie ma błędu. Na koniec jeszcze trzeba wpisać te szyny z trasy (dobrze, że je liczyliśmy J). Wjeżdżamy na metę oddajemy papiery i pędem na długo oczekiwane próby sprawnościowe. Miłe panie wpuszczają nas przed siebie żeby zobaczyć jak wygląda prawidłowy przejazd na Klombach. Kilka ekip wcześniej podobno popłynęło. Jednak ja ze stoickim spokojem podszedłem do tej próby, bo mój kierowca oznajmił, że uczył się jej cały weekend. Potem Labirynt. Próba fajna (sam głosowałem kilka razy na nią w internecie), ale niebezpieczne uskoki z betonu na trawę zmusiły nas do spowolnienia tempa. Na koniec Karting. W szybkościówkach nasz czerwony diabeł nie czuje się najlepiej, ale wykręcił całkiem przyzwoity czas.

Wreszcie odpoczynek. Po prawie 80 km trasy trzeba się posilić. I oczekiwanie. Ok. szóstej pojawiły się wyniki. Wszyscy się cisną, przypatrują białej kartce. I co? Rewelacja! Pierwsze miejsce, chociaż jednego PKP nie zauważyliśmy. Na drugim uplasowali się Magdalena Solecka i Piotr Solecki z czystym kontem za PKP. Na trzecim Katarzyna Drews i Błażej Krotoski. Ci ostatni osłodzili sobie podium pierwszym miejscem w próbach sprawnościowych. Gratulujemy!

Dziękujemy Hubertowi za dobry rajd. Super Hubert! Nie zawiódł nas po zeszłorocznym, naszym zdaniem, doskonale zorganizowanym Rajdzie Jesiennym.

 

Pilot z czerwonego Peugeota.