|
|
II Rajd Jesienny
Dzień trochę chłodny, ale nastroje gorące, bo ma się odbyć druga
edycja Rajdu Jesiennego. Odebraliśmy materiały od organizatora,
jakieś ulotki, reklamy i czekamy aż wszystko się rozpocznie.
Komandor rajdu rozpoczyna odprawę. Krótko powiedział jakie są
zasady. Opowiedział jak wygląda Pekap … ale nie pokazał, bo
akurat egzemplarza niemiał przy sobie. Wybaczyliśmy mu jednak,
bo jak się w nocy rozwiesza Pekapy to rano można być zmęczonym.
Dowiedzieliśmy się, że trasa została wyznaczona z uwzględnieniem
Maratonu Poznańskiego.
Wszyscy ustawiają się numerami startowymi do wyjazdu na trasę.
My też spokojnie czekamy, ale ekipa 18 chyba nie mogła się
doczekać prób sprawnościowych i już na parkingu rozpoczęła
manewry. Długo to nie trwało. Pierwszy krawężnik i klops. Opona
przebita, krótka nerwówka. Na szczęście w bagażniku znalazła się
„dojazdówka” i po 10 minutach wspomniana 18 była już gotowa do
drogi.
Dostaliśmy materiały rajdowe i wielka radość. Są zdjęcia, a
nawet choinka. Może chociaż raz przejedziemy choinkę poprawnie.
Więc ruszyliśmy. Wszystko idzie jak po sznurku, nawet jedno
zdjęcie na dachu Dworca Zachodniego zobaczyliśmy. Itinerer każe
nam jechać na Most Dworcowy, a tu niespodzianka – znak drogi
ślepej. Według constans nie powinniśmy tam wjechać. Okazuje się,
że dowcipni organizatorzy maratonu ustawili ten znak. Pomysł z
wieszanymi stempelkami był całkiem dobry. Tylko na przyszłość
prośba do organizatorów o więcej stempelków przy jednym punkcie
PKP!! Bo ekipy prawie wyrywały sobie stempelki z rąk. Końcówka
etapu pierwszego wytrzęsła nas niemiłosiernie. „Leżący
policjant” co 10 metrów. W konsekwencji twarze niektórych
uczestników na mecie wskazywały, że odezwała się u nich dawno
zapomniana choroba lokomocyjna. Jeszcze tylko próba rekreacyjna
(nakrętki latały na wszystkie strony) i można szykować się do
drugiego etapu.
Drugi etap prowadził przez Luboń, Gołuski, Palędzie, Więckowice,
Batorowo. Ale od początku. W Luboniu co chwile mijaliśmy jakieś
tory. Zawczasu sprawdziliśmy w itinererze, że na leży je liczyć.
Przebiegły komandor umieścił tę informację na ostatniej stronie
dokumentów rajdowych. Ujechaliśmy jeszcze trochę i oczom naszym
ukazało się zdjęcie z materiałów rajdowych z koniem. Jednak coś
jest nie tak. Ściana na zdjęciu jest niebieska, a w realu
zielona. Spisywać…nie spisywać…spisujemy!! Kawałek dalej
itinerer pyta nas o datę na krzyżu, potem ma być jakiś most.
Nigdzie mostu nie widać. Niektórzy pytają lokalesów, czy taką
konstrukcje widzieli w okolicy. Okazuje się, że most jest
(wielce powiedziane, raczej mosteczek).
W
połowie odcinka można chwile odsapnąć. Przemiły pan Kopras
udostępnił swoją stację obsługi. Ciepła kawa, herbata, a nawet
coś słodkiego. Pierwszy raz w życiu widziałem żeby Gaźnik jadł
drożdżówke. Sprawa się trochę wyjaśni jeśli powiem, że Gaźnik to
jamnik, ale widok io tak był dziwny. Trzeba się posilić, bo
czeka nas tu próba rekreacyjna. Nie jest wielce skomplikowana,
ale umiejętności grania w golfa są tu mile widziane. Koniec
leniuchowania. Trzeba ruszać dalej. W Przeźmierowie robi się
naprawdę ciekawie. Wszystko odbywa się na dosłowne kilku
uliczkach. Co chwile skrzyżowanie i C23 albo H13 lub D270. Niby
wszystko jasne, ale trzeba się nagłowić żeby nie zrobić błędu.
Dojeżdżamy do ulicy Ogrodowej i ulga. Udało się przejechać te
zawijasy i nawet dalsza droga się zgadza.
Dojeżdżamy na metę i okazuje się, że mamy jeszcze ponad pół
godziny do regulaminowego czasu. Więc ze spokojem wypełniamy
kartę przejazdu. Trzy razy sprawdzamy czy nie ma błędu. Na
koniec jeszcze trzeba wpisać te szyny z trasy (dobrze, że je
liczyliśmy
J).
Wjeżdżamy na metę oddajemy papiery i pędem na długo oczekiwane
próby sprawnościowe. Miłe panie wpuszczają nas przed siebie żeby
zobaczyć jak wygląda prawidłowy przejazd na Klombach. Kilka ekip
wcześniej podobno popłynęło. Jednak ja ze stoickim spokojem
podszedłem do tej próby, bo mój kierowca oznajmił, że uczył się
jej cały weekend. Potem Labirynt. Próba fajna (sam głosowałem
kilka razy na nią w internecie), ale niebezpieczne uskoki z
betonu na trawę zmusiły nas do spowolnienia tempa. Na koniec
Karting. W szybkościówkach nasz czerwony diabeł nie czuje się
najlepiej, ale wykręcił całkiem przyzwoity czas.
Wreszcie odpoczynek. Po prawie 80 km trasy trzeba się posilić. I
oczekiwanie. Ok. szóstej pojawiły się wyniki. Wszyscy się cisną,
przypatrują białej kartce. I co? Rewelacja! Pierwsze miejsce,
chociaż jednego PKP nie zauważyliśmy. Na drugim uplasowali się
Magdalena Solecka i Piotr Solecki z czystym kontem za PKP. Na
trzecim Katarzyna Drews i Błażej Krotoski. Ci ostatni osłodzili
sobie podium pierwszym miejscem w próbach sprawnościowych.
Gratulujemy!
Dziękujemy Hubertowi za dobry rajd. Super Hubert! Nie zawiódł
nas po zeszłorocznym, naszym zdaniem, doskonale zorganizowanym
Rajdzie Jesiennym.
Pilot z czerwonego Peugeota. |