|
W ten piękny słoneczny poranek kiedy cała nasza rodzinka
przekładała się na drugi boczek, tatuś i mamusia
szykowali się na „Zimną nawigację”. Po zeszłorocznym
sukcesie wprost nie wypadało nie jechać, a tak po
prawdzie to byliśmy już strasznie wygłodniali naszej
kochanej nawigacji. Po konkretnej odprawie w wykonaniu
kilku komandorów ruszyliśmy na tor kartingowy. Muszę
przyznać było zaje fajnie kiedy tak przeciągałam na
obrotach mojego Bolida, a ten wchodził w te ciasne
zakrętasy, no było super. Druga próba niesamowicie
zakręcona wyglądająca na taką co się jej nigdy nie
zapamięta, no ale jak się ma takiego pilota i takie auto
to żadna próba nie straszna. W nasze łapki trafiły
wreszcie papiery wzięliśmy się do solidnej nawigacyjnej
roboty. Nie posądzając kolegi Popy o złośliwości
zaczęliśmy rozgryzać SM „Jarek”. Cóż fajnie się jeździło
tylko jakieś takie niejasne przeczucia że jednak nie na
tym rajdzie jesteśmy ze względu na brak PKPów. Przed
czasem wjechaliśmy w strefę zadowoleni z siebie oddajemy
papiery i totalna załamka w kilku słowach jakie
wypowiedział autor trasy zrozumieliśmy dlaczego mieliśmy
złe przeczucie. Nie wrysowując sobie w mapę SMa, nie
zwracaliśmy uwagi że jeździmy po jego kawałku co nie
jest dozwolone wedle kodyfikatora. Stanęliśmy od razu do
pokonania po raz drugi drugiej próby i tym razem zjadła
nas rutyna wydawało się że skoro już raz ta trasę
przejechałam to i tym razem z luzikiem pokonam tą trasę
a jednak stało się inaczej trasę pokonałam nawet bez
taryfy ale niestety musiałam długo odkręcać żeby
powrócić na prawidłową trajektorie lotu. Pokrzepiający
łyk kawusi z mleczkiem, chwilka dla wyluzowania i
odbieramy papiery na drugi odcinek. Zaczęliśmy od
wyszukiwania w zakamarkach mapy niezliczonej liczby
strzałeczek mówiących o tym czy droga np. jest
jednokierunkowa lub jak trzeba przejechać dane
skrzyżowanie. Ruszyliśmy już nie jechało się tak łatwo,
nagle przypomniało się nam o mostkowym konstansie trzeba
wracać co z tego że już zamknęliśmy sobie możliwość
poprawy przybijając pieczątkę musimy sprawdzić czy nie
zmienia to naszego przejazdu jeszcze bardziej. Zmieniło
poprawiliśmy się na ile było to możliwe i dalej
mierzyliśmy się ze złośliwymi znakami ustąp
pierwszeństwa przejazdu które były konstansem
wyrzucającym w prawo, a my byśmy tak bardzo chcieli w
prawo. Z półgodzinnym spóźnieniem w końcu udało się nam
ukończyć drugi odcinek rajdu. Oddaliśmy papiery i autor
trasy szybciutko wyprostował wszelkie niejasności, życie
stało się bardziej zrozumiałe. Zrozumieliśmy wysokiego
miejsca to my nie zajmiemy. Pyszny obiadek przeplatany
rozmowami o trasie, kawusia i informacja że są już
wyniki. Wygrali Puchalscy no cóż z nimi nie wstyd
przegrywać nasza załoga zajęła 6 miejsce. No cóż, może
nie wysoko ale zabawa rewelacyjna bardzo się cieszę że
mogłam uczestniczyć w tak fajnej imprezie, gratulacje
dla organizatorów. A i jeszcze jedno zabrakło tylko
mrozu ale myślę że się będzie wstydził i już w przyszłym
roku będzie na pewno no bo my postaramy się zrobić
wszystko żeby nas nie zabrakło.
PS. Czyli słowo od pilota tej załogi.
Powiem krótko autorom trasy. BRAWO!!!!! O to właśnie
chodzi w naszej zabawie. Jechać, jechać, jechać a na
końcu dowiedzieć się co nie tak zrobiliśmy. Traska
bardzo trudna, ale bez wątpliwości ( przynajmniej z
mojej strony) kodyfikacyjnych i tak właśnie ma być.
Macie mnie u siebie za rok, choćby nie wiem co się
działo.
Relacja: Załoga Michalaczków
|